Monika Szwaja KLUB MAŁO UŻYWANYCH DZIEWIC (trylogia)

Chciałabym nie narzekać w tym miejscu, ale móc miast tego głośno chwalić, ekscytować się i głosić glorię polskiej literatury kobiecej. Tak jak chciałabym jeść czekoladę do woli bez obaw o złośliwe odczyty wagi, i cieszyć się corocznie białymi świętami, i może jeszcze mieć czas na czytanie do woli czyli zawsze i wszędzie. Taka byłaby moja idealna rzeczywistość alternatywna – tej notki by w niej jednak nie było, ponieważ książki typu trylogia Klubu Mało Używanych Dziewic, made in Poland by Monika Szwaja, w świecie moich marzeń też nie istnieją. 

Och, jak zabawnie, gdy cztery panie po przejściach nazwą się klubem i to na dodatek mało zużytym! I kiedy świat wokół nas składa się wyłącznie z rzeczy milutkich jak choćby półmiseczki, tikusie, krzaczki, firaneczki, obiadki, ziemniaczki, kotleciki, problemiki, spacerki… Słodko i optymistycznie, czy jeszcze nie? Wszystkie trzy powieści z tego cyklu napędzane są ponadto dziarskim humorkiem, takim, co to każdy przeciętny zjadacz prozacu sypie szczodrze wokół ku uciesze świata.

Irytujący styl autorki, w jej mdląco-rubasznym wydaniu, jest niestety odzwierciedleniem treści trzech wspomnianych tu książek (Klub mało używanych dziewic, Dziewice, do boju!, Zatoka trujących jabłuszek ). Panie bohaterki to kobiety wykształcone, ładne, zgrabne, zaradne i zabawne. Ogólnie świat pisarki to dualistyczna kraina czerni i bieli: albo ktoś jest miodzio milusi, albo szuja i łajdak; innych opcji brak, żeby się przypadkiem zatroskany czytelnik nie pogubił w jakichkolwiek niuansach rzeczywistości. Perypetie ‚dziewic’ mają jeden cel zatem, by w tym bajkowym schemacie, poprzez cudowne zbiegi okoliczności, szczęśliwe trafy i na przekór perfidnej gawiedzi dziewczynki zaznały należnego im szczęścia.

Przewidywalność nie jest jednak najgorszą cechą tej prozy, ponieważ wszelkie jej mankamenty blakną przy taśmowej produkcji bohaterów, którzy nie różnią się niczym prócz wyglądu! Mówią identycznym językiem, reagują jak automaty, czują, myślą i cieszą się jak kukiełki w teatrze jednego (słabego) aktora. Jeśli ktoś odstaje od tej radosnej gromadki, to po prostu wiadomo, z której strony barykady się już znajduje. W świecie optymizmu nie ma miejsca na indywidualizm i wyróżnianie się widocznie.

Dlaczego polska literatura rozrywkowa pisana dla kobiet przez kobiety musi od razu ocierać się o kicz i głupotę? Czy naprawdę musi tak być, iż czytelniczka chcąca się tylko zrelaksować w trakcie lekkiej lektury, musi być odporna na nachalny humor i infantylną fabułę? To wina pisarek czy czytelniczek, że nie dorobiliśmy się nadal naszej rodzimej Jane Austen?

Sięgnęłam – z ciekawości, przeczytałam – z uporem, zwracam właścicielom – bez żalu.

Monika Szwaja, Klub mało używanych dziewic, Wydawnictwo Sol, 2007

Monika Szwaja, Dziewice, do boju!, Wydawnictwo Sol, 2008

Monika Szwaja, Zatoka Trujących Jabłuszek, Wydawnictwo Sol, 2008

Reklamy

27 thoughts on “Monika Szwaja KLUB MAŁO UŻYWANYCH DZIEWIC (trylogia)

  1. Że też dałaś radę aż trzem książkom! Ja pani Szwai podziękowałam już po tej jednej jedynej książce, którą czytałam, tj. Gosposia prawie do wszystkiego. Twoja recenzja mogłaby być równie dobrze o tym tytule :)

    • .::Kornwalia::.
      Dałam radę aż trzem sztukom z kilku powodów w sumie. Po pierwsze byłam chora i szkoda mi było psuć sobie dobre książki okropnym bólem głowy – Szwaja wypełniła mi najgorsze trzy dni choroby :) Po drugie zaraz po pierwszych narzekaniach usłyszałam, że druga część lepsza – stwierdziłam, że dam jej szansę jak każdemu. Niech ma ;) Po trzecie, ja mam straszne opory, żeby przerywać wszelkie cykle w trakcie. Choćby bolało i męczyło, prę naprzód. Pewnie gdyby nie choroba i szybkie tempo czytania, dałabym sobie wcześniej spokój.
      Za to teraz już wiem, że to literatura nie dla mnie i nie ma to związku z gorszym tytułem czy słabszym momentem autorki.

  2. Podziwiam wytrwałość, ale wiem,iż dzięki temu opinia jest przemyślana, nie intuicyjna lub emocjonalna (tu w znaczeniu negatywnym). Produkcja powieści kobiecych idzie u nas pełną parą,biblioteki z nowości biorą je jak leci (kosztem mądrzejszych), a wielkiej powieści naszych czasów nie ma (nominacje do nagród).
    Ja tak jak Ty „zmogłam” Kalicińską, literacką bohaterkę medialną naszych czasów.

  3. Nic, tylko się zgodzić zostało! Właśnie teraz kończę inną książkę Moniki Szwaji i zastanawiam się, czy tylko ja jestem taka oporna na jej styl czy jak? A okazuje się, że nie tylko ja, czyli, że chyba to pani Szwaji książki są oporne i takie aż „za bardzo”. Książkę, którą kończę traktuję jako przerywnik pomiędzy innymi, ciekawszymi, co chyba est dobrym sposobem na jej czytanie. Ale, żeby nie było, że jestem zakłamana to powiem, że mam jedną jej książkę, którą lubię, nie wiedzieć czemu… i wracam do niej To chyba taki mój rodzynek, bo do innych książek pani Moniki już raczej nie zaglądnę. A po przeczytaniu Twoje recenzji „Trylogia” odpada na pewno!:)
    Pozdrawiam!

  4. No proszę, a ja tak lubię książki Szwaji! Ale raczej te pierwsze, w tym „Stateczną i postrzeloną”. Być może jej książki czyta mi się dobrze, bo też pochodzę ze Szczecina? Niestety, jeśli chodzi o tę trylogie, to faktycznie, nieco mnie znudziła. O ile „Klub mało używanych dziewic” podobał mi się,to reszta była trochę za bardzo powtarzalna, a szczególnie ostatnia część… Byc może lubię książki Szwaji, bo nie obiecuję sobie po nich zbyt wiele? :) Na pewno nic klasy Jane Austen. :D Ot, książka na miłe popołudnie, przeczytana szybciutko i odłożona na półkę. A jednak najnowsza książka, „Zupa z ryby fugu”, zaskoczyła mnie, bo wydała mi się bardziej „dojrzała”.

    Ale twoja recenzja bardzo mi się spodobała. Hi, hi. :)

  5. Mnie się ten cykl czytało całkiem przyjemnie, zwłaszcza pierwszą część. Ale ja tam bardzo lubię Szwaję, przynajmniej tę starszą, z okolic „Zapisków stanu poważnego” i „Romansu na receptę”. I poczucie humoru mi się podoba, i styl pisania, i cała reszta. Ale gusta jak wiadomo są różne. :)

  6. .::Monika::.
    Dziękuję :)

    .::Nutta::.
    Trzy książki pozwalają wyrobić sobie pewniejszą opinię o autorze, to fakt. Jednak uwolnić się od emocji nie potrafiłam, stąd te uszczypliwości ;)
    W tym roku ‚zaliczyłam’ (brzydko mówiąc) już dwie autorki z popularnego kręgu pisarek (Grochola, Szwaja) i trochę mi szkoda, że rozrywka jest u nas na tak niechlubnym poziomie. Od czytadła nie wymagam wielkich wyczynów, ale chciałabym choć na chwilę zapomnieć, że to tylko powieściowa błahostka i po prostu się dobrze bawić. Nie dało się tak w tym przypadku.

    .::Paula::.
    „Za bardzo” to trafne określenie tej prozy :) Autorka jest zbyt nachalna ze swoim słodzeniem, dowcipem, zawadiackością – nie pozostawia w ogóle przestrzeni dla czytelnika.
    A co to za książka, jeśli można spytać? Raczej skreśliłam autorkę dla siebie, ale moja siostra nie daje się zniechęcić, więc coś z dorobku mogę jej podsunąć jeszcze.

  7. .::Dabarai::.
    Umieszczenie akcji w Szczecinie byłoby ciekawsze, gdyby tego miasta trochę więcej w książkach autorki można było „zobaczyć”. The Tall Ships’ Race to jedno z ciekawszych wydarzeń umieszczonych w książce (część druga), niestety natychmiast przytłoczone sielską-anielską fabułą główną. Błąd. Choć promocja wspomnianych w trylogii miejsc pewnie i tak zadziałała ;)

    .::Ysabell::.
    Zgadza się, że wszystko jest kwestią upodobań. Bez tego takie blogi nie miałyby racji bytu – każdy by lubił to samo i sprawa byłaby prosta :)
    A jednak, ile z tych popularnych dziś książek przetrwa próbę czasu? By bawić i rozczulać następne pokolenia? Na takie tytuły czekam – to dopiero dziki optymizm! ;))

      • Nie cierpie tych ksiazek, tych pan po 50tce, ktore sa promowane jako pisarki w Polsce. Gdzie szal na mlode pisarki?? Kto je promuje? Nikt.
        Pani Monika Szwaja kompletnie do mnie nie przemawia, nie ma w tych ksiazkach zadnej swiezosci
        Pochodze z terenow, ktore opisuje ona i mnie denerwuje, bo tylko o tych zaglach, a wcale nie jest to glowna charakterystyczna cecha zachodniej Polski. Jestem na nie:) Pozdr.

        http://polsko-finskie-zycie.bloog.pl/

  8. Uśmiałam się :) ale zgadzam się z Twoją recenzją całkowicie, świat książek tej pisarki jest czarno-biały i mocno irytujący. Chociaż „Jestem nudziarą” całkiem miło się czytało, ale nie jestem pewna, czy kiedykolwiek jeszcze będziesz do Moniki Szwai zaglądała. W każdym razie, jakby co, „Jetem nudziarą” daje radę (to chyba jej pierwsza książka – najwyraźniej potem było już tylko gorzej).

  9. Chylę czoło: trzy na raz, to naprawdę niezły wyczyn! Ja parę lat temu czytałam coś Szwai (Szwaji?), ale nawet nie pamiętam, co to było… W każdym razie nie odczuwam potrzeby, by do jej książek wracać. Do pani Kalicińskiej natomiast mam zdecydowaną słabość – uwielbiam rozlewiska wszystkie części, ale to kwestia osobistych preferencji :) oraz miłości do Mazur.
    Jako pozytywne przykłady świeżej, inteligentnej i dobrze napisanej prozy tzw. kobiecej, polecam: „Kobiety z czerwonych bagien”, „Blondynkę moralnego niepokoju” oraz „Zamównienie z Francji”.

    • Agusiek, jakie to jednak ludzie gusta różne mają, bo mnie „Blondynka moralnego nieopkoju” smiertelnie znudzila po pierwszych kilku stronach! (A moze powinnam jej dac szanse i pociagnac dluzej…?) Z kolei Kalicinskiej preczytalam tylko pierwszy tom trylogii, a reszty mi sie nie chcialo. :) Na „Zamówienie z Francji” mam coraz większą chrapkę, a „Kobiety z Czerwonych Bagien” leza na kupce przy lozku – warto?

  10. .::Lotta::.
    Tak to wygląda, jakby grupą docelową polskich wydawnictw (przecież to one decydują, co pójdzie do druku i trafi do recenzji w czasopismach opiniotwórczych) były panie w średnim wieku, szukające w literaturze łatwych rozwiązań i porad, a nie literackich doznań. Zresztą, skoro ktoś lubi, to niech ma (ma się ten gest, sic!), ale mam wrażenie, że odbywa się to kosztem lepszych książek. I to mnie boli.

    .::Liritio::.
    Również nie wiem, czy jeszcze kiedyś zajrzę do książek tej autorki. Trzy książki to całkiem spora szansa dla pisarza, by do siebie przekonać. Raczej dam możliwość innym polskim twórcom wykazania się, bo nadal mam nadzieję na przyjemne czytadła obyczajowe z naszego podwórka :)

    .::Agussiek::.
    Kalicińska czeka w kolejce, ponieważ również została mi użyczona na pewien czas, na próbę. Póki co muszę odetchnąć od tego typu klimatów – co za dużo, to niezdrowo ;)
    „Kobiety z Czerwonych Bagien” i „Zamówienie z Francji” mam odnotowanie; z Twojego bloga, o ile dobrze pamiętam, ciekawość i chęć ich przeczytania przyszła :)

  11. Odpowiadam króciutko: mnie najbardziej z tych tutułów spodobały się „Kobiety z Czerwonych Bagien”. Ciekawam bardzo Waszych opinii o tej książce. Moim zdaniem warto. Pozdrawiam!

  12. Pozwolę sobię na małą prywatę i podziękuję za przyjazne komentarze dotyczące mojej powieści :)
    Książek pani Szwaji nie wypada mi komentować, poza stwierdzeniem, że przeczytałam kiedyś jedną. Ale pani Kalicińskiej ( zwłaszcza dwóch pierwszych części cyklu ) będę bronić jak lew.
    Pozdrawiam serdecznie
    Anna Szepielak

  13. Jako męski wielbiciel Moniki Szwai pozwolę sobie zauważyć, że akurat trylogia o dziewicach to nie jest dobry materiał na pierwszy kontakt z tą autorką. Po założeniu własnego wydawnictwa chyba uznała, że może pisać jak chce, a właśnie temu cyklowi przydałby się redaktor z ostrym ołówkiem.

  14. .::Zacofany w lekturze::.
    Cóż ja na to poradzę – drugiego pierwszego kontaktu z prozą Moniki Szwai już nie dostąpię ;) Chociaż mojej siostrze się ten rodzaj pisania spodobał, więc może przytrafi się jeszcze szansa na rehabilitację? Choć nie wiem czy nie szkoda mi czasu na takie krucjaty w imię skrzywdzonej prozy.
    Ale z chęcią poczytałabym opinie „męskiego wielbiciela Moniki Szwai” na temat jej konkretnych książek. Możliwe, że dam się ponieść chwili :P

  15. Jak już się zraziłaś, to Ci żadna lektura dodatkowa nie pomoże:) W zasadzie to, co wydała u Prószyńskiego, jest dużo lepsze, być może dlatego, że pilnował jej tam jakiś redaktor i nie szło to do druku takie puszczone na żywioł. A może i sama autorka bardziej się pilnowała. Ja na pierwszym miejscu stawiam „Artystkę wędrowną”, ale ona ma niejakie powiązania z wcześniejszymi książkami, co jednak nie przeszkadza w niczym.

    • .::Zacofany w lekturze::.
      U mnie taki stan „zrażenia” trwa tylko do momentu, aż ktoś pochwali kolejne dzieło autora. Bo skoro piszą, że dobre, to coś dla mnie – przecież ja lubię dobre książki właśnie! ;P Nic to, w ramach chytrego planu może kiedyś sprezentuję siostrze „Artystkę wędrowną” i sama przy okazji sprawdzę teorię o starszych powieściach Szwai. Może jeszcze będę się tutaj kajać, kto wie ;))

      • Sprezentuj siostrze od razu „Zapiski stanu poważnego”, bohaterka z tej książki przeszła do „Artystki”. Aha, tylko w tych powieściach też panuje dualistyczna kraina czerni i bieli, żeby nie było, że nie ostrzegałem:P

  16. Miały Panie jakieś kłopoty z odmianą mojego nazwiska.
    Szwaja – Szwai itd. Analogicznie do szyi.
    Pozdrawiam.
    Monika Szwaja

  17. A mnie się książki Pani Moniki Szwai podobają. Zamiast krytykować napiszcie coś ciekawszego
    pewnie nie dacie rady to dopiero śmieszne;)
    Pozdrowienia dla Pani Moniki

  18. No cóż, „płodnośc”, z jaką autorka wypuszcza co chwilę swoje dziełka jest zastanawiająca. Albo mamy z do czynienia ze zdolną pisarką, albo z osobą dotkniętą spłatą kredytów. Ponieważ tej zdolności nie widzę, radzę p.Szwaji zwrócić się do banków o odroczenie płatności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s