Zofia Nałkowska KOBIETY

Opasuję się powojami kwitnącymi i wyką, na głowę uplatam wielki ciężki wieniec z bławatków i kładę się na polanie leśnej twarzą w niebo. (…)

Ciepło jest i cicho. Macierzanka pachnie. A ja jestem nimfa leśna i czekam fauna. (…)

Na gruzach moich marzeń mistycznych wyrósł bujny kwiat, pozytywny, twardy kult życia i rozkoszy.

Wspaniałomyślna i królewska jest moja rezygnacja. Kocham życie – mimo wszystko (…)”

Co wróży taki początek powieści?

Pełna wyszukanej egzaltacji i patosu, młodzieńcza powieść Zofii Nałkowskiej (wydana w całości w 1906 roku) oczarowała mnie zupełnie. Choć wszelkie znaki na niebie i ziemi przemawiają za jej odrzuceniem przez moją twardo stąpającą po ziemi naturę, to jednak nie mogłam się oderwać od tej lektury, szumiącej i prychającej jak stara taśma filmowa.

Zadufana w sobie i pretensjonalna młoda osóbka, której zapis myśli, towarzyszących zdarzeniom lub tylko chwilom rozważań, dostajemy do rąk własnych, nie skupia się na określaniu czasu czy tłumaczeniu ciągłości zdarzeń. Ujęcie „tu i teraz”, jak w modnej wówczas introspekcji, czasem dryfuje ku wspomnieniom. Ocenia siebie i innych, analizuje sytuacje, których doświadcza i ludzi, których spotyka. Może to przywodzić na myśl dawne panieńskie dzienniczki, choć pozbawione jest tej naiwnej intymności spotykanej w tego typu formach zapisu . Janka Dernowiczówna, bo o niej tu mowa, nie jest już bowiem podlotkiem, ale młodą kobietą szukającą i kontestującą. A czasy, w których przyszło jej wkraczać w dorosłość, to epoka niezwykła.

Przełom wieków XIX i XX to czas wielkich przemian w licznych sferach życia, również tej obyczajowej. Gdzie w tym wszystkim są kobiety inteligentne, myślące w duchu niezależności i własnej wartości, ale świadome swojego paraliżu społecznego, zepchnięte do roli matek i żon, bez względu na temperamenty czy potrzeby? Niezgoda na męski świat, który ustala zasady wedle jakich mają żyć, odzierający je z przymiotów umysłu, spychając do ściśle wyznaczonych pozycji, wydzielający szacunek tylko jednostkom spolegliwym i pokornie znoszącym zastany układ, wyziera z kartek tej powieści w sposób zdecydowany i stanowczy.

Kobieta zupełna nie znaczy to jeszcze zupełny człowiek. (…) Kobiety tak rzadko mają sposobność występować w charakterze ludzi, że wymagamy od nich, by w kobiecości ich zawierało się całe ich człowieczeństwo. I sami nie zdajemy sobie sprawy, jak w ten sposób właśnie poniżamy kobietę.

Nałkowska zarysowała w tej powieści malowniczy obraz swojej epoki, nie siląc się przy tym na wyczerpujące studium obyczajowości. Janka, jak przystało na outsiderkę, obserwuje z ciekawością świat samotnych, zdradzanych za powszechnym przyzwoleniem mężatek, naiwnych panien na wydaniu, wyzwolonych artystek skazanych na ostracyzm towarzyski, a także pań finezyjnie zwanych kokotami czyli utrzymanek, wzgardzonych choć na swój sposób wolnych. W swoim młodzieńczym zadufaniu bohaterka nie szczędzi nikomu krytycznych ocen, swoje opinie wygłasza dobitnie jako prawdy objawione, ostateczne i niepodważalne. Jest w tej postaci coś odpychającego i znajomego zarazem. Pisarka dotknęła istoty dojrzewania kobiety niezwykle blisko i szczerze. Nie wygładza kantów, nie maskuje zgrzytów: w sposób subtelny uchwyciła mieszankę pretensjonalności, manieryczności, buty i pychy oraz to naiwne niedostrzeganie sprzeczności we własnych sądach jako naturalne przywileje młodości. Przecież ten zaślepiony bunt i pewność swoich racji zmieniają czasem świat, choć z wiekiem stają się dla większości tylko wstydliwym etapem „chmurnym i durnym”.

Mimo wszystko, wydaje mi się, że nie jest to książka dla każdego. Mogą zniechęcać tak charakterystyczne dla literatury młodopolskiej natchnione stylizacje, jak choćby manieryczne uniesienia czy przesadne epatowanie emocjami, a „Kobiety” są z nich utkane gęsto. Ale trzeba też zaznaczyć, że Nałkowska nie jest Mniszkówną, i daleko tej książce do grafomaństwa kojarzonego z kobiecą literaturą romansową tamtego okresu. Uchwycona przez autorkę umysłowa i obyczajowa atmosfera przełomu wieków, to dla dzisiejszego czytelnika lektura nietuzinkowa i nietypowa. Perspektywa ujęcia tematu przez intelektualistkę, kobietę świadomą ówczesnych prądów myślowych, nabiera magicznej wprost siły wyrazu dzięki autentycznie dekadenckim nastrojom i, przywodzącej na myśl sztukę secesyjną, ozdobności w formie wyrazu. Nałkowska popełniła piękny, zmysłowy tekst!

 

Zofia Nałkowska, Kobiety, Prószyński i S-ka, 2010

Advertisements

2 thoughts on “Zofia Nałkowska KOBIETY

  1. Ostatnio czytałam ze starszych książek Nałkowskiej „Hrabiego Emila”, tam też autorka stara się odmalować portret polskiego panicza nie do końca cyzelując powieść. Nie grafomania, ale powieść słaba.

  2. Bśmietanko,
    A ja po „Kobietach” mam ochotę poznać lepiej wczesną twórczość Nałkowskiej. Może to kwestia chwili? Takie kobiece spojrzenie bardzo mi teraz pasuje :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s