Camilla Läckberg SAGA KRYMINALNA (1-7)

Ile marketingowego bełkotu, a ile szczerego czytelniczego zachwytu kryje się za obwołaniem Camilli Läckberg królową szwedzkiego kryminału, trudno mi dziś stwierdzić. Co w dużym stopniu świadczyć może o skutecznie i fachowo przeprowadzonej akcji promocyjnej autorki. Ale nawet najbardziej pomysłowe hasło reklamowe czeka konfrontacja z rzeczywistością, a ta w tym przypadka okazała się po prostu obyczajową telenowelą bezceremonialnie wystylizowaną na modłę skandynawskiego kryminału. Kto lubi miłosne perypetie z oczywistymi finałami, kogo rozczula podjadanie na każdym kroku cynamonowych drożdżówek i przeliczanie ich na tuczące kalorie wraz z dziarską bohaterką, komu zaskakujące wątki mogłyby zepsuć radość z lektury, ten z pewnością odnajdzie się w nadmorskiej Fjallbece, gdzie nawet trupy ścielą się malowniczo. Bowiem przemoc, perwersje i ciemne zakamarki ludzkiej psychiki można uprościć, wygładzić, przystroić banałem, udekorować sielskim krajobrazem i sprzedać niczym ciepłe bułeczki, koniecznie z cynamonem.

 

Bohaterami cyklu, który liczy sobie jak na razie osiem tomów, są Erika Falck i Patrick Hedstrom. Pisarka i policjant. Trudno uwierzyć Läckberg na słowo, ale Ona uchodzi za błyskotliwą i zaradną, a On za solidnego profesjonalistę. Wokół tak skonstruowanego tandemu miłosnego krąży wiele pomniejszych satelitów, jednak wszyscy cierpią na podobną przypadłość – sztuczność. Za to autorka zadbała o wygodę czytelnika i wyraźnie ubarwiła Drużynę Dobra rysem humorystycznym, a Drużynę Zła ponurym wystrojem wnętrz. Nie ma potrzeby łamać sobie głowy detalami, nie po to czyta się kryminały.

Fjallbacka, gdzie po latach nieobecności powraca Erika, to dawna osada rybacka, a aktualnie turystyczny kurort na wybrzeżu Szwecji, gdzie rdzenni mieszkańcy znają się od zawsze, sąsiedzi podpatrują zza okien sąsiadów, a nowi przybysze budzą niezdrowe emocje. Właśnie w tym małomiasteczkowym kolorycie dopatrywałam się największego potencjału sagi Läckberg. Niewielka społeczność czuje się bezpieczna w swoim oswojonym gronie, opartym na osobistych relacjach i wspólnocie doświadczeń. Wyciągane na światło dzienne w kolejnych tomach brudy i tajemnice z przeszłości powinny zburzyć ten spokój. Jednak i na tym polu autorka zawodzi, sprowadzając Fjallbackę jedynie do roli widowiskowej scenografii, gdzie kwestię nastroju załatwia szum fal i melancholijny horyzont w tle.

Łudzi się jeszcze ten, kto sądzi, że wszystkie te braki wynagradza fabularny majstersztyk autorki. Niestety. Schematyczność mocno razi, jednak tym, co mierzi najdotkliwiej jest nieporadne naprowadzanie czytelnika na kolejne tropy swoistymi „przeczuciami” bohaterów. Za pomocą identycznych zwrotów, niczym irytujący refren, powtarza się w tekście, że TERAZ coś się nie zgadza, że TUTAJ coś się zmieniło, że KTOŚ dziwnie się spojrzał (ach, te błyski i kurwiki w oku). Jeśli kiedyś pokuszą się o definicję podgatunku w rodzaju „kryminał dla idiotów”, to saga Läckberg powinna wyczerpująco zobrazować wszystkie cechy przypisywane owej obiecującej gałęzi sztuki rozrywkowej. A i miano królowej na tych włościach byłabym w stanie jej przyznać.

Camilla Läckberg gwarantuje pewien komfort: wtórność kryminalnych intryg i niekończąca się telenowela obyczajowa w świecie pustych marionetek zapewniają wygodną przewidywalność. Wszystko to, co zadowala odbiorców łapczywie pochłaniających kolejne, bliźniaczo podobne, odsłony policyjno-detektywistycznych serii telewizyjnych, autorka skrupulatnie wykorzystała przy konstruowaniu swoistych papierowych odcinków sagi kryminalnej. Znać w tym rękę dość sprawnego rzemieślnika, czujnego marketingowca i tęsknotę za nieskomplikowaną rzeczywistością romansowych tasiemców. W ujęciu Läckberg Szwecja jest jedynie malowniczym zakątkiem świata zaludnionym przez bladolicych blondynów o zimnych oczach, którzy noszą w sobie mnóstwo zadawnionych krzywd uśmierzanych sporadycznie drożdżówką z cynamonem i kawą. Emocjonująco i autentycznie niczym na plastikowym przyjęciu dla lalek.

 

__________________________________________________________________

Saga Läckberg:

 Księżniczka z lodu

Kaznodzieja

Kamieniarz

Ofiara losu

Niemiecki bękart

Syrenka

Latarnik

About these ads

48 thoughts on “Camilla Läckberg SAGA KRYMINALNA (1-7)

  1. reetyy jaka cudna recenzja! dziewczyno, jak ty wladasz piorem!
    doceniam majstersztyk, zastanawiam sie tylko czy te tytuly byly warte tej notki (i mam nadzieje, ze nie „musialas” przebrnac przez te wszystkie tomy :)

    • Kfiatuh,
      Siedem tomów zaliczyłam – ograniczona zawartość czytnika i wrodzone lenistwo czynią widać cuda ;) Bo jednak bez czytania nie ferowałabym tak jednoznacznych opinii.

    • Może i cudna ale autorka nie do końca włada językiem polskim. Co to znaczy „ktoś się krzywo spojrzał”? . „Spojrzeć” nie jest czasownikiem zwrotnym.Podobnie jak „słuchać” a nie „słychać się ” co razi jeszcze bardziej.

    • a ja twierdzę,że książka jest super i właśnie staram się przebrnąć przez wszystkie tytuły tylko jest t z tym problem korzystam z publicznej biblioteki książki są cały czas w obiegu muszę czekać na częsci w kolejce, jaki wniosek ksażka podoba się czytelnikom skorocały czsjest w obiegu,nie zalega na półkach

  2. Zjadliwość recenzji całkiem w moim stylu ;)
    Niestety najgorsze jest to, że choć trudno się nie zgodzić, że saga Kamili to grafomania najbardziej wstecznego sortu to jednak wciągająca. W związku z czym przeczytałam aż 3 pierwsze części, co drugą kartę mając ochotę rzeczoną kartkę wyrwać. Nie wiem, jak mogłam do tego dopuścić.
    Wstyd mi teraz.

    • Inwentaryzacja krotochwil,
      E tam, żaden wstyd. Nic lepszego na odpoczynek umysłowy nie wymyślili jeszcze – sama z perwersyjną wprost zawziętością zaliczam ciągi serialowe z rodzaju csi, ncis, criminal minds itede itepe. Powtarzają się całe schematy, czasem aktorzy wcielają w identyczne role na różnych planach, a mnie to bawi i odpręża. Camilla zadziałała trochę podobnie, ale jednak od literatury wymagam więcej niż od telewizji.

  3. Panie już wyraziły swoje uznanie, więc się tylko skromnie przyłączę, pokwikując sobie z cicha z uciechy:))

      • Myślisz? Jednak się nie skuszę, chociaż Lackberg zapełnia ostatnio kosze wyprzedażowe w moim ulubionym hipermarkecie:P Mimo wszystko 9,90 zł razy siedem to kupa pieniędzy, którą można wydać na całe masy pączków i piwa:DD

        • Pączki z piwem kontra drożdżówki z kawą? ;P

          Do Lackberg nie zachęcam, chyba że ktoś chce posmakować kryminału skandynawskiego w krzywym zwierciadle, albo po prostu lubuje się w literackim kiczu. Lepiej rozejrzeć się za Nesbo – może też się w koszu wyprzedażowym zaplątał? ;)

          • Nesbo nie widziałem, ani Theorina. Zdaje się, że ci lepsi jednak trzymają się mocno pólek po normalnej cenie:(

            • U mnie też ich nie uświadczysz w promocjach. Ale nie wiem czy to kwestia jakości tekstu czy polityki wydawnictw. Ostatnio nakupowałam sporo (potencjalnie :) ) dobrych rzeczy na wyprzedażach. Pozostaje wtórny obieg – tam jest wszystko i można negocjować do skutku :)

                • Zapasów nigdy za wiele ;)
                  I Mankell to jednak tylko Szwecja. A gdzie miejsce dla Norwegii, Danii, Islandii, Finlandii? Może jakieś wysepki zapomniane przez bogów i ludzi jeszcze się znajdą? :)

                  • Dobra, dobra. Wystarczy:P Sigurdadottir mnie intryguje, bo Islandia to jednak pełna egzotyka i jestem ciekaw, czy bohaterowie jadają zgniłego rekina na podwieczorek:PP

                    • Takie rarytasy pewnie tylko od święta ;P
                      Islandia JEST fascynująca. A bardzo niewiele jej literatury do nas dociera. Wulkany, lodowce, złośliwe elfy i starogermańskie sagi, oderwanie od lądów i północna aura – istny kocioł alchemika wyobraźni. Nawet współczesność nie zdołała tego skrawka ziemi wyjałowić z tajemnicy. Sigurdardottir nie pisze oczywiście fantastyki, ale w tamtych ludziach nadal tkwi wiara w dawny świat i to się czuje w tej prozie.

                    • Siguradottir przeczytałam 1,5 strony i stwierdziłam, że wydawca polskiego wydanie chyba poskąpił na redaktora. Może jak już „zaliczę” wszystkich Skandynawów to wrócę się po nią. Z Islandii polecam Indridasona (uwaga: czytałam tylko po angielsku, więc nie wiem jak wygląda polskie tłumaczenie). Nesbo genialny :-) Lackberg trochę ciepłe kluchy, ale ponieważ czytam po angielsku, więc tak nie drażni. Hakana Nessera też polecam. Fossum z Norwegii również. Jednak najlepiej zacząć od Whaloo &Sjowalla, jeśli człowiek chce zagłębić się mroczne zakątki Północy. W kolejce czeka Ake Edwardson, Asa Larsson i Theorin ;-)

  4. Ha, zastanawiam się czy nie czytać tej serii, bo w pracy znalazłam na jakieś półce ZA SŁOWNIKAMI 3 tomy tej autorki, więc chciałam je sobie pożyczyć, ale teraz widzę, że nie ma się czym podniecać! No proszę, a tak często o niej ludzie piszą. Jednak nie ma to jak znane i zaufane blogi :)

    • Kornwalia,
      Sama dałam się złapać na haczyk jej popularności. Jest wszędzie i coraz częściej nazwisko Lackberg rekomenduje na okładkach innych autorów (np. taką Blaedel, o której mam jeszcze gorsze zdanie). Moda czytelnicza na skandynawskość i przystępność kolejnej Bridget Jones w jednym jak sądzę.

      Za to Nesbo nie jest ani trochę przereklamowany. Ani Sigurdardottir. Ohlsson jest zupełnie przyzwoita. A Mankella pewnie już znasz :) Jest w czym wybierać, więc spokojnie można Lackebrg i jej klony sobie odpuścić.

  5. I przeczytałaś wszystkie 7 cz.? Ale to w ramach pokuty, czy może jakiegoś badania? Szczerze podziwiam, ja często rzucam książkę po pierwszym rozdziale, i bardzo rzadko daję drugą szansę. Na szwedzkie kryminały w ogóle mam alergię, pamiętam jak zawiodłam się słynnym Mankellem (Chińczyk), który miała być taką świetną rozrywką, a okazał się jednym, wielkim niewypałem.

      • Zatytułowana.blogspot,
        Przeczytałam, ot tak :) Ale to żaden wyczyn, bo takie rzeczy czyta się migiem: 7 części w 5 dni o ile mnie pamięć nie myli. Jak wciąganie papki serialowej bez udziału szarych komórek ;)

        Iza,
        W sumie już po kilku pierwszych stronach poczułam się nabita w butelkę (irytujące „przeczucia” bohaterki, „coś się nie zgadzało”, i ten – pożal się Boże – wątek flirtu a’la Bridget), ale miałam akurat taki przydział prozy na nowym kindelku i pewnie nawet książkę telefoniczną bym wówczas pochłonęła bez mrugnięcia okiem. Coby się pobawić nowym gadżetem ;P

        A Twoje wrażenia widziałam na biblionetce, bo pobiegłam tam sprawdzać, czy coś ze mną nie tak, skoro mam z mrocznym bestselerem do czynienia, a czuję się jak ostatnio nad rozlewiskiem ;) Uspokoiłaś mnie.

  6. Jeżeli to taki „kit”, jak wynika z zamieszczonych recenzji/opinii, to może ktoś zdegustowany zechce odsprzedać biednej emerytce swoje ksiązki z tej serii, tak np. 2,00 zł/szt + koszty wysyłki ? Dotyczy tytułów : „Księżniczka z lodu” ; „Kaznodzieja” ; Kamieniarz” ; „Ofiara Losu” ; Niemiecki Bękart” ; „Syrenka” ; „Latarnik”.
    Będę zobowiązana. Odpowiedź na e-mail : tebe@vp.pl

  7. Witam,
    krytykowac Lackberg, czy jej podobną Mari Jungstedt – można . Nie da sie jednak zaprzeczyć faktom. Lackberg to gigantyczny sukces marketingowy – jesli wierzyc reklamom „8 mln sprzedanych egzemplarzy”, to jesli autorka ma 1 PLN od egzemplarza to… no własnie. Nie klepie dyrdymałów po forach internetowych, tylko znakomicie sobie zyje ze stukania w klawiaturę. Stosuje zabieg w Szwecji nie nowy tj wykorzystuje atrakcyjnośc i swietną opinię Szwecji jako kraju – to samo robi IKEA, Stena Line czy producent Absoluta- ‚jadą” troche na tej opinii. Do tego mąż celebryta, przystojny policjant,bloger który również pomaga w nakręcaniu tej popularności. Osobiscie po pracy na dwoch etatach chętnie wieczorem sięgam po ksiązke Lackberg dla relaksu, dlatego że lubię Skandynawię – że jest to literatura górnych lotów – nie oszukuję się sam przed sobą.
    Dla mnie proza Lackberg jest OK, chętnie odwiedzilbym opisywane miejsca i przypuszczam ze kiedys to zrobię.
    Co by nie mówił życ luksusowo z pisania książek w dzisiejszych czasach – szacunek, sam bym nie miał nic przeciwko temu aby pisać, miec z tego przyjemnośc i takie dochody.
    Pozdrawiam Grzegorz

    • Grzegorzu,
      Nie bardzo mnie przekonuje twierdzenie, że sukces finansowy zasługuje na pokorę i szacunek. Dorobiła się Doda, dorobiła się Kim Kardashian, dorabiają się fortun i inne zastępy „zjawisk marketingowych”. Trudno.
      Oceniam książki, a nie zmysł marketingowy. Te mnie nie zachwyciły, a nawet wyczuliły na kolejne produkty książkopodobne z pięknej Północy.

      Pozdrawiam

  8. Każdy ocenia według swojego upodobania. Mnie saga Camilli pochłonęła. Jedna pozycja w jeden dzień. Czy mam nazwać siebie nierozumną czytelniczką? Nie. Dlatego nie oceniajcie pisarza, patrząc tylko na swój gust. Poza tym, napiszcie, proszę lepsze książki, a wtedy ciekawa jestem recenzji dla waszych talentów. Pozdrawiam

    • Pola,
      Trudno żebym oceniała mając na uwadze gust reszty świata – nie jestem centrum statystycznym, ale pojedynczym bytem wyposażonym jedynie w silnie subiektywny instrument przetwarzania informacji ;)

      Poza tym, czy w sklepie muszę brać pierwszą z brzegu szafę tylko dlatego, że lepszej sama nie wyciosam? Nie. I nie muszę również brać tej najlepiej sprzedającej się, by nie urazić rzeszy ‚rozumnych’ klientów. Czy jednak muszę? ;)

      Pozdrawiam

  9. Witaj Majoofko, dziekuje za odpowiedz.
    Z racji wykonywanego zawodu, pozwolilem sobie na spojrzenie na twórczosc Pani Camilli przez pryzmat wlasnie marketingowy. Rynek ksiegarski oceniam jako bardzo trudny, trudno byc na nim zauwazonym, a tym bardziej znalezc sie na tzw „pierwszej pólce” i to budzi moje uznanie – chociaz szanuje rowniez i Twoje zdanie. Osobiscie jako czytelnik wolę kryminały Mari Jungstedt, mniej znanej, a której „gotlandzka saga” pochłoneła mnie bardzo, spróbuj może wędrówki po Gotlandii pochloną Cie również – ja czytałem w ten sposób że miałem zawsze pod ręką laptopa i używająć Google Earth sledziłem akcję „miejsce po miejscu”.

    Pozdrawiam

    Grzegorz

    • Grzegorzu,
      Tym bardziej martwi mnie, że czołowe miejsce zajmują tak słabe rzeczy (w domyśle wypierając na margines coś wartościowszego – oczywiście w granicach gatunku/konwencji), na tym trudnym rynku jak powiadasz. Trochę dziwi również, że nieporównywalnie lepszy Jo Nesbo potrzebował sprzyjającej skandynawskiej fali wzbitej przez Larssona, by na dobre zaistnieć, a pierwszy wydania jego książek pojawiły się u nas już dobre kilka lat temu. Lepsze powinno być przecież wrogiem dobrego – marketing jednak potrafi namieszać nawet w świecie odwiecznych porzekadeł :)

      Jungstedt przede mną. Podobnie jak Theorin, Indridason, Nesser, Fossum, Larsson (Asa). Wrażeniami pewnie się podzielę. Przynajmniej tymi gorszymi, ponieważ łatwiej mi narzekać – jak to nieodrodnej córce nadwiślańskiej krainy przystało ;)

      Pozdrawiam i dziękuję za dystans do mojej opinii :)

  10. Przyznam, że z przykrością czytałam większość umieszczonych tu komentarzy… Sama pochłonęłam prawie całą sagę C. Lackberg (brakuje mi ostatniej części) i nie bardzo Was rozumiem. Nie twierdzę, że jej twórczość zasługuje na nagrody literackie, ale uważam że autorka posiada niezwykłą lekkość pisania, potrafi sprawić, że czytelnik, pomimo usilnych prób nie domyśli się po pierwszych 20 str jakie będzie zakończenie ( a często się to zdarza), nie zanudza nazbyt obszernymi opisami miejsc, postaci itd a na dodatek nie wymaga totalnego skupienia i analizy każdego słowa. Zważywszy na pośpiech królujący w naszym życiu i wieczny nawał spraw na naszych głowach uważam że powyższe aspekty, mimo wszystko przemawiają za tym żeby polubić książki pani Camilli.
    Pozdrawiam.

    • Tuś,
      Nie uważam, że należy polubić coś, co lubią inni. Nie zgodzę się nawet z tym, że którykolwiek wymieniony „aspekt” działa na korzyć Lackberg. Przyjmijmy, że wszystko jest kwestią gustu, a opinii drugiej osoby nie trzeba korygować – wystarczy się do niej odnieść :)

  11. zaczęłam czytać jej książki w październiku tamtego roku i skończyłam czytać wszystkie jak dotąd napisane przez nią książki i z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg. ;)

  12. Po przeczytaniu (a właściwie odsłuchaniu) Millenium sięgnąłem po kolejne skandynawskie kryminały i … nie zawiodłem się. Niedzielne, dwudziestoparo kilometrowe treningi biegowe mijały niezauważenie. Jak dla mnie bez szału, ale jednak sprawnie zarówno na poziomie treści jak i warsztatu.
    Pozdrawiam.

  13. Mam pewne wątpliwości co do tej recenzji. Przeczytałam wszystkie części Sagi Lackberg i powiem szczerze podobają mi się. Może masz rację co do tego, że są proste, ale uważam, że jakąkolwiek książkę, która będzie pochodzić ze Skandynawii będziemy porównywać do Millenium Larssona i każda będzie wypadała na niekorzyść. Uwielbiam Larssona,ale Lackberg też. I porównywanie jej książek do telenoweli to lekka przesada.

  14. Ew,
    Wszystkich autorów, których wymieniasz mam już na półce. Tylko wysoko ta półka ;) Ale z pewnością i im kiedyś wystawię „cenzurki”.

    Sigurdardottir wspominam wciąż miło, więc zawsze polecam. Jeśli w oryginale jest lepsza, to tylko pozazdrościć jej czytelnikom :)

  15. Wydaje mi się, że jedynym problemem z książkami pani Lackberg jest ich błędne zaklasyfikowanie. Chociaż ciężko powiedzieć czym dokładnie są – zwykłą obyczajówką z elementami kryminału czy czymś innym. Wydawca usilnie próbuje nastawić czytelników na to, że otwierając książkę znajdziemy w jej wnętrzu dobry kryminał, a prawda wydaje się zupełnie inna. Mianowicie taka, że próbując opisać książki pani Lackberg znajomym używałam przeważnie słów : lekka, prosta, relaksująca, „płytka” z elementami kryminału. I chyba właśnie taka jest. Od tych książek cudów nie wymagam, bo czasami mam ochotę i takie pozycje przeczytać. Czytając pierwszy tom liczyłam po prostu na coś innego i wydawało mi się, że nawet wypowiedzi głównej bohaterki dotyczące pisania książek I elementach na których chce się skupić są też tłumaczeniem samej autorki. Summa summarum po przeczytaniu pierwszej części samemu można wywnioskować , że to nie jest tym na co wygląda i albo to przypadnie komuś do gustu lub to zaakceptuje, albo nie. Szkoda tylko, że cała otoczka sugeruje mroczny kryminał o zawiłej fabule. Mimo tego (i o dziwo), nie zraziłam się do tej pozycji. To nie pierwszy raz, gdy książka okazuje się zupełnie czymś innym niż się spodziewałam i niż miała oznaczać w zamierzeniu wydawnictwa. Jednakże, patrząc na nią w przyjętym założeniu czyli jak na kryminał zgadzam się w 100% z tą bardzo celną recenzją Bądź co bądź mimo całych moich wypocin wyżej napisanych, książki te jako kryminały nie powalają pisząc kolokwialnie. :) i wielu czytelników mogą rozczarować. Pozdrawiam :)

    • Ag,
      Jak dla mnie to Lackberg nie „powala” również w kategorii czytadła obyczajowego, ale zgadzam się, że co czytelnik, to inne oczekiwania i gusta. Nikomu nie narzucam moich opinii – można się ze mną nie zgadzać do woli, ale siłowe nawracanie mnie nie ma sensu :)

      Pozdrawiam.

  16. Miłośnikom prozy Pani Lackberg polecam ekranizację 4 pierwszych części jej sagi.
    Zaletą tych filmów jest pokazanie miejsca akcji – Fijalbacka, wnętrza domów , komisariat itp. Poza tym można skonfrontować własne wyobrażenie bohaterów książek z postaciami aktorów których obsadzono w filmie /mniej lub bardziej udanie- kwestia indywidualna/.
    W pierwszej części filmu „minirólkę” gra nawet sama pisarka :).
    Jeśli zaś już o same dzieła szwedzkiej telewizji… ja obejrzałem z przyjemnością ale uważam że należy je obejrzeć już po lekturze Lackberg.

    Pozdrawiam

  17. Witam, recenzję z przyjemnością przeczyttałam, a z jeszcze większą komentarze:-) Niestety się zgadzam. Piszę niestety, bo pochłonęłąm 1szy tom w 1 wieczór i juz się rozglądałam za następnym , gdy zaczęłam się zastanawiać, co jest nie tak….widziałam te achy i ochy w necie i na forach, słyszałam o mln sprzedanych sztuk, liczyłam na wiele…jednak o ile mnie wciągnęła baaaardzo, to skończyłam z uczuciem, że to nie jest dobra literatura…nie oszukuję się, często to grafomania wciąga i kończę ją czytać gdy świta ( niedobra dziewczyna!). Nie będę powtarzać zarzutów Maiooofki, zgadzam się z wszystkimi, już fragment o liczeniu kalorii mnie jakoś tak osłupił…( kryminał i kalorie?!). Teraz stoję przez dylematem- czytać i marnować swój czas?, bo uważam, że czytanie grafomanii to marnowanie czasu, relaks jak najbardziej, ale fajnie tez przy okazji wznieść się wyżej… Dodam kończąc ten przydługi wpis, że nie znam szwedzkiej literatury, więc na tym polu ekspertką nie jestem , jedynym wzorem gatunku jest dla mnie Krajewski i jego Breslau oraz Lwów, po których lekturze sięgałam po mapy szukać dawnych ulic, uwielbiam to…o bohaterach głównych i ich „zdrowym” trybie życia nie wspomnę, a o zakończeniach jego książek do dziś myślę, p. Marek to umie zabić ćwieka…proszę wybaczyć zmianę tematu:-) Pozdrawiam

  18. No cóż opinia napisana dosyć dawno,ale dopiero teraz natknęłam się na nią pochłaniając kolejne tomy sagi.Byłam prawie pewna,że w internecie znajdę głównie krytykę powieści Camilli,bo wszakże normą jest,że kiedy coś zaczyna być popularne,chwytliwe i zaczyna zarabiać pieniądze,to powoduje natychmiast falę krytyki wypowiedzianej przez tych”oświeconych”,bardziej zorientowanych i obdarzonych fenomenalnym gustem…Ciekawe zjawisko..Książki Camilli lubię,wciągają mnie i są miłą odskocznią i relaksem.I tylko tym.Nie wiem,czego spodziewała się po nich autorka recenzji i na jakie objawienia i oryginalność liczyła .Oczywiste jest,że olbrzymią popularność osiągają rzeczy trafiające do jak najszerszego grona czytelników o różnym przecież wyrobieniu,więc szukać perełek wśród książek osiągających rekordową sprzedaż to troszkę naiwne i nieco marzycielskie podejście.Ale dziękuję za lekturę i życzę miłego dnia.

  19. Dzięki za krytyczny ton — chronisz mnie przed marnowaniem czasu. Niestety jest nadmiar recenzentów w stylu „nie mogę się oderwać”, jak gdybym chciał coś wiedzieć o kleju na krześle, a nie o książce.

  20. Ja przeczytalam wszystkie 8 tomow i nie zgadzam sie z opinia ze to kicz literacki….dla mnie sa genialne i czekam na kolejne czesci…Nigdy nie czytalam tak swietnie napisanych kryminalow…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s